Koniec miłości ?

dnia

Całe szczęście , że tylko na deskach teatru.

Do trzech razy sztuka, pomyślałam, gdy natknęłam się na informację o kolejnym spektaklu granym w bydgoskim teatrze. Poprzednia sztuka zatytułowana „Inna dusza” zwaliła minie z przysłowiowych nóg, albo jak kto woli – wbiła w fotel. Była doskonała! Fantastycznie napisana, doskonale zagrana i zrealizowana, jest we mnie do dziś.

Tym razem tylko dwójka aktorów, nagroda za spektakl i kończące się uczucie. Na scenie Katarzyna Herman i Juliusz Chrząstowski. Scena, to w naszym teatrze duże wyzwanie. Rozsypany niebieski piasek i dwie błękitne ściany stanowiły tło dla dwóch wypowiedzianych w ciągu 90 minut monologów. Niby wszystko w porządku, a jednak nie do końca.

Początek należał do mężczyzny, który postanowił zakończyć związek z kobietą, związek jak możemy przypuszczać wieloletni. Jego słowa ranią partnerkę, ale mówią też moim zdaniem wiele o bohaterze.  Wielokrotnie zastanawiałam się nad planetami rządzącymi obiema płciami i jestem przekonana, że mężczyzna stojący na scenie  posiadał pierwiastek marsjański, nie tylko wcielając się w rolę. Chciał rozstania z kobietą, z którą łączyło go całe dotychczasowe życie, czy musiał być przy tym jednak tak bardzo małostkowy? Nie chodzi tylko o krzesło z różowym haftem i obrazek główki. Chodzi o podejście do związku z kobietą, którą jak mówi kochał. Oczywiście rola jaka przypadła Juliuszowi Chrząstowskiemu nie była łatwa, zwłaszcza w obliczu kobiet siedzących na widowni. Przypuszczam, że wiele z nas z większą empatią spoglądało na bohaterkę graną przez Katarzynę Herman. Kobieta silna , bardzo wyraźna, skupiała swoje myśli wokół uczuć i przeżyć, a nie wokół tego co będzie fizyczną pozostałością związku. Tak, ta kobieta na pewno pochodzi z Wenus.

Jestem przekonana, że sztuka w reżyserii Doroty Androsz nie przeszła wśród widowni bez echa. Wielokrotnie po spektaklu zadawaliśmy sobie pytanie , w czym uczestniczyliśmy przez  90 min. Czy była to historia rozpadu wpisanego w związek dwojga ludzi od samego początku? Czy obserwowaliśmy powolny ale nieuchronny koniec miłości ? Czy też mogliśmy być świadkami sytuacji gdy powiedziane  „A ” nie daje możliwości odwrotu? A może chodziło tylko o pokazanie dwóch emocjonalnych biegunów,  na których znajdują się kobieta i mężczyzna ?  Pewnie trzeba by zapytać autora.

Przyznaję, że sztuka ” Koniec miłości ” nie zachwyciła mnie tak bardzo jak dwie wymienione wcześniej tzn. ” Beksińscy ” i ” Inna dusza” . Była jednak nowym ciekawym doświadczeniem i okazją by zobaczyć na naszej scenie dwójkę doskonałych aktorów. Stworzone przez nich kreacje powodują, że zaczynamy zastanawiać się nad własnymi związkami. Nie doprowadzajmy do końca naszych miłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *